niedziela, 14 stycznia 2018

Senelle - dotyk luksusu | inspired by winter and inspired by summer.

Dzisiaj notka zapowiadająca kolejną współpracę - przedstawiam Wam Senelle, markę produkującą ekskluzywne kosmetyki ze składników pochodzenia naturalnego, kosmetyki z wyższej półki, które urzekły mnie od pierwszego zastosowania. Jesteście ciekawe? Zapraszam do lektury.
Testowanie produktów zaczęłam kilka dni temu. Po powrocie z pracy odebrałam paczuszkę i jeszcze tego samego dnia zmyłam makijaż oczyszczającym olejkiem do demakijażu z serii Senelle inspired by winter, następnie zastosowałam regenerujące serum olejowe z tej samej serii. Na koniec w skórę wokół oczu delikatnie wklepałam korygujący krem tym razem z edycji letniej - inspired by summer. To właśnie te trzy produkty otrzymałam w ramach współpracy. Na sam początek dodam jeszcze, iż fakt, że kosmetyki dostałam od producenta nie wpłynie w żaden sposób na moją ocenę, która będzie jak najbardziej rzetelna.

Senelle to jak na razie trzy serie kosmetyków - edycja letnia, jesienna oraz zimowa. Czy pojawią się na rynku wiosenne zestawy? Jestem bardzo ciekawa.

Każdą edycję cechuje inne przesłanie - kosmetyki znajdujące się w jesiennym wydaniu powstały z myślą o osobach, które chcą zregenerować swoją skórę, odbudować, a także ochronić ją, przygotowując tym samym do zimy. Jesień to trudny okres dla naszej buźki i całego ciała - niesprzyjające warunki atmosferyczne takie jak wiatr i pierwsze mrozy negatywnie wpływają na nasz naskórek. W skład jesiennego zestawu inspired by autumn wchodzą: ochronny krem do twarzy, optymalizujący krem pod oczy oraz odnawiający peeling do twarzy.

Letnie kosmetyki Senelle inspired by summer mają na celu nawilżyć i zregenerować skórę jednocześnie łagodząc efekty kąpieli słonecznych oraz wysokich temperatur. Tutaj poza kosmetykami do pielęgnacji buzi tj. rewitalizujące serum olejowe do twarzy, odżywczy krem do twarzy, wygładzający peeling do twarzy, korygujący krem po oczy - pojawia się także nawilżający balsam do ciała.

Inspired by winter od Senelle to seria składająca się z trzech kosmetyków, a mianowicie z regenerującego serum olejowego, ujędrniającego balsamu do ciała oraz oczyszczającego olejku do demakijażu. Tutaj producent stawia głównie na skoncentrowane ekstrakty roślinne, które mają za zadanie ochronić przed wiatrem i mrozem.
Jestem ciekawa co myślicie o tej współpracy - czy znacie kosmetyki od Senelle i czy miałyście okazję testować któryś z powyższych produktów.
Czytaj dalej »

czwartek, 4 stycznia 2018

Inveo ultimate cosmetics - duet zmieniający brwi

Inveo ultimate cosmetics to zestaw, który sprawił, że polubiłam wykonywanie makijażu brwi. Zanim poznałam produkty tej marki miałam niemały problem z precyzyjnym malowaniem łuku brwiowego i delikatnie mówiąc mój makijaż nie wyglądał dobrze. Nie byłam również przekonana do pomad ani innej kolorówki gdyż zazwyczaj efekt jaki osiągałam wyglądał sztucznie - pomimo bogatej gamy dostępnych na rynku kosmetyków do malowania brwi nie potrafiłam znaleźć swojego ulubieńca. Taki sam problem miałam z hennami - kłopotliwa aplikacja, problem z proporcjami i wiele wiele innych sprawiły, że zaczęłam korzystać z usług profesjonalistów i regularnie oddawałam się w ręce kosmetyczek.
Produkty marki Inveo otrzymałam do testów w ramach współpracy - zapewniam jednak, że zamieszczona przeze mnie recenzja jest w pełni rzetelna i zgodna z prawdą. Zacznę od henny, gdyż to z nią polubiłam się najbardziej. Wybrałam kolor brązowy - czarny mnie postarza i zaostrza rysy mojej twarzy. Jednoskładnikowa ultradelikatna henna do brwi w kremie to produkt jak dla mnie bezkonkurencyjny. Nie musimy kombinować z pędzelkami, szczoteczkami i innymi akcesoriami gdyż produkt wygląda jak ... błyszczyk. Nakładamy krem na brwi na kilka chwil. Wystarczą dosłownie 3-4 minuty aby uzyskać delikatne krycie, dla mocniejszego efektu przytrzymuję produkt do 10 minut. Henna nie uczuliła mnie ani nie podrażniła. Nie wymaga ona utleniania i dodatkowo jest wzbogacona o olej arganowy. Dzięki kremowej konsystencji nakłada się ją bardzo prosto - nawet taki nieumiałek jak ja sobie poradził. Aplikator jest z jednej strony zaostrzony dzięki czemu produkt można nałożyć bardzo precyzyjnie. Po upłynięciu czasu od aplikacji hennę należy zmyć wacikiem nasączonym ciepłą wodą. Producent zaleca uprzednio przed nałożeniem na całe brwi produktu zrobić próbę uczuleniową - nie pominęłam ten krok, gdyż nie mogłam doczekać się efektu na moich brwiach. Kolor wygląda naprawdę dobrze i przede wszystkim naturalnie - nie barwi skóry na dziwny czerwono-brązowo-bordowy kolor tak jak zdarzyło mi się w przypadku henny innej firmy. Minus jest jeden - moim zdaniem efekt utrzymuje się dość krótko i często należy powtarzać zabieg. Mi jednak zupełnie to nie przeszkadza - łatwo, szybko i przyjemnie.
Pomimo mojego antytalentu pozwolę sobie na wstawienie zdjęć przed nałożeniem henny, w trakcie nałożenia i tuż po - była to moja pierwsza aplikacja, która jak same widzicie - do najprecyzyjniejszych nie należy. Moje brwi są z natury ciemne. Niestety nie są one równe, włoski są zbyt długie a jest ich zbyt mało. Mam wrażenie, że się kręcą :)
Drugim produktem, jaki otrzymałam od Inveo ultimate cosmetics jest wypełniacz brwi w kremie. Tutaj również zdecydowałam się na kolor brązowy. Jest to kosmetyk do stylizacji brwi, który koryguje je, wypełnia i nadaje pożądany kształt. Kolor produktu, tak jak w przypadku henny - również jest bardzo naturalny i ładnie prezentuje się na buzi nie nadając karykturalnego, teatralnego wyglądu. Wypełniacz znajduje się tak jak i henna w 4 ml opakowaniu przypominającym błyszczyk. Aplikator-szczoteczka jest bardzo mała dzięki czemu precyzyjnie możemy poprawiać nasz makijaż lub nadać mu charakteru. Produkt sprawia, że brwi trzymają się na miejscu, są ładnie podkreślone i przyciemnione. Efekt zagęszczenia utrzymuje się bardzo długo, kosmetyk nie osypuje się i nie kruszy.Zmywamy go produktem przeznaczonym do demakijażu. Nie podrażnia i nie wywołuje reakcji alergicznych.
Obydwa produkty oczywiście polecam z czystym sercem. Produkty nie są drogie gdyż kosztują około 16 złotych. Dostępne przez Internet - nigdy nie spotkałam ich stacjonarnie. Plus za to, że producent na opakowaniu zamieścił obrazki jak poprawnie wykonywać makijaż i aplikować hennę.
Poniżej składy poszczególnych produktów - najpierw wypełniacz do brwi, a pod nim henna.
Jestem ciekawa czy znacie te kosmetyki. A może miałyście okazję testować?
Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

piątek, 17 listopada 2017

Czarne mydło afrykańskie Dudu-Osun od Tropical Naturals | Black soap

O czarnym mydle afrykańskim od firmy Tropical Naturals dowiedziałam się jakiś czas temu na jednym z blogów kosmetycznych. Szukałam informacji o oczyszczaniu twarzy mydłem chcąc zrezygnować z tradycyjnych żeli do mycia buzi. Kilka dni później odwiedziłam drogerię Rossmann trafiając na promocję tego oto cudeńka. Za produkt zapłaciłam około 14 złotych.

Krótko mówiąc - mydełko spisuje się u mnie idealnie. Zanim jednak przejdę do recenzji produktu kilka informacji technicznych. Mydło gabarytowo niczym nie różni się od pozostałych dostępnych na rynku. Jest bardzo wydajne. Pieni się bardzo obficie i wystarczy kilka razy potrzeć wewnętrzną stroną mokrej dłoni produkt aby otrzymać pożądaną ilość pianki. Mydło ma bardzo ładny zapach, który wyczuwam po wejściu do łazienki. Pachnie intensywnie ale nie drażniąco. Plusem produktu jest niewątpliwie skład - w pełni naturalny, pozbawiony zbędnych chemicznych dodatków oraz substancji konserwujących. Przedstawia się następująco: miód, masło shea, sproszkowane afrykańskie drzewo sandałowe osun, olej palmowy, palone strąki drzewa kakaowego, palone liście palmy, aloes, sok z limonki, woda i aromat.
Działanie:

  • Przyznam szczerze, że po pierwszym użyciu tego mydełka byłam nieco rozczarowana i chciałam zrezygnować z dalszego testowania produktu. Mydło niestety bardzo szczypie w oczy, a przy stworzeniu zbyt "mocnej" piany - twarz po spłukaniu nawet sporą ilością wody potrafi być nieprzyjemnie ściągnięta. Testowałam jednak dalej i po kilku użyciach z mydełkiem polubiłam się tak bardzo, że rzadko sięgam po tradycyjne żele do mycia buzi, których używałam dotychczas. Produkt dogłębnie oczyszcza skórę twarzy ładnie matując strefę T. Usuwa również makijaż. Minus jest taki, że po umyciu buźki konieczne jest zastosowanie kremu, trzeba również uważać z ilością oraz unikać dostania się produktu do oka - szczypie niemiłosiernie! 
  • Afrykańskiego czarnego mydła używam raz na jakiś czas do mycia włosów. Obfita piana dokładnie oczyszcza włoski z sebum oraz zanieczyszczeń. Produkt pozostawia na włosach jednak delikatny film? Nie potrafię tego nazwać ale dotykając włosów mamy wrażenie jakbyśmy nie spłukały do końca odżywki. Wizualnie jest ok. Warto moim zdaniem czasem zafundować swoim włoskom taką odmianę. 
  • To mydełko to również moje małe wsparcie w pielęgnacji zmian atopowych, które od jakiegoś czasu nie dają mi spokoju. Po zastosowaniu skóra jest nico uspokojona i nawilżona. Film jak w przypadku mycia włosów. 
Podsumowując: Mydło polecam. Cena w stosunku do jakości i wydajności bardzo dobra. Produkt uniwersalny - idealnie nadaje się w podróż gdyż zastąpi nam żel do mycia buzi, szampon i płyn do kąpieli. To taka odmiana od standardowych produktów. Kosmetyk o bogatym, treściwym i przede wszystkim - naturalnym składzie. Dostępny w drogerii Rossmann, a także w drogeriach internetowych. O minusach pisałam powyżej - szczypie w oczy i nie nadaje się do demakijażu oczu. Po umyciu buźki zalecam posmarować skórę kremem. W pielęgnacji włosów musicie przetestować same - mi nie przeszkadza ten efekt, niektóre z Was mogą czuć się niekomfortowo. 

Jestem ciekawa czy znacie to mydło? Zapraszam do aktywności w komentarzach!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 13 listopada 2017

LIQ Ce serum-maska na noc | 15% witamina E + kwas hialuronowy + ksylitol

Witam i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję drugiego produktu, którego miałam okazję przetestować przy współpracy z marką LIQPHARM. O ile pierwsze serum nie sprawdziło się u mnie w 100% procentach i mam co do niego zastrzeżenia, o tyle maska-serum LIQ Ce jest dla mnie strzałem w dziesiątkę i kosmetykiem, który trafił na moją listę hitów.
Produkt znajduje się w szklanej buteleczce o pojemności 30 ml zaopatrzonej w pipetę, która dozuje odpowiednią moim zdaniem ilość kosmetyku. Konsystencja płynna, powiedziałabym nawet że rzadka. Przed użyciem wstrząsamy gdyż jest  to serum dwufazowe. Stosujemy wieczorem po uprzednim oczyszczeniu twarzy. Producent zaleca nakładać produkt na buzię przez cały rok bądź jako kurację 28-dniową.
Serum stosuję regularnie, efekty zauważyłam już następnego dnia - buzia była gładsza i bardziej aksamitna. Produkt ma za zadanie odżywić, zregenerować i zapewnić skórze odwodnionej komfort i właściwe funkcjonowanie. Producent obiecuje także, że serum poprawia elastyczność i jędrność a także zapewnia ochronę antyoksydacyjną.
Tak jak wspomniałam - serum rzeczywiście działa. Kosmetyk ukoił moją skórę, która w ostatnim czasie nie była w najlepszej kondycji, sprawił, że stała się ona dogłębnie nawilżona i nabrała promiennego blasku. Jest niesamowicie miękka - nigdy wcześniej żaden produkt nie dał mi takiego efektu.
Serum przeznaczone jest zarówno do skóry młodej jak i do skóry dojrzałej do każdego rodzaju cery. Ja jestem typowym mieszańcem - zanieczyszczona strefa T i kapryśna, przesuszona, a wręcz odwodniona skóra na policzkach. Po systematycznym stosowaniu produktu w obrębie obszaru broda-nos-czoło nie pojawiły się nowe niespodzianki w postaci zaskórników czy ropnych wyprysków, natomiast policzki nareszcie nie sprawiają u mnie kłopotu! Produkt nakładam również pod oczy, a także na usta - nie podrażania i nie uczula mnie. Producent zapewnia, że jest to kosmetyk przebadany dermatologicznie nie zawierający substancji zapachowych i barwników.
Przyznam szczerze, że mnie najbardziej zaciekawiła obecność ksylitolu w składzie. Poczytałam o nim więcej i dowiedziałam się między innymi tego, iż ksylitol wzmacnia ochronne funkcje skóry, a także doskonale nawilża co by się oczywiście zgadzało. Witamina E również działa zbawiennie na nasz naskórek, o kwasie hialuronowym nie wspominając!
Prosty skład serum, a także duża pojemność i możliwość stosowania go aż przez trzy miesiące (tak długo może stać otwarta buteleczka) w dużej mierze- poza właściwościami pielęgnacyjnymi - przekonały mnie do zakupu kolejnego kartonika z produktem.

Jestem ciekawa co Wy myślicie o tym serum? Czy również stał się on Waszym ulubieńcem?
Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

sobota, 28 października 2017

LIQ CR serum night, retinol silk | serum na noc 0,3% - retinol kwas laktobionowy witamina E

LIQPHARM to polska firma kosmetyczna założona w 2014 roku oferująca serum przeznaczone do każdego rodzaju cery, zarówno suchej, normalnej oraz mieszanej dla kobiet młodych jak i kobiet dojrzałych. Na chwilę obecną kosmetyki marki LIQ C dostępne są w aptekach stacjonarnych oraz w aptekach on-line.
Wyróżnia się: LIQ CC serum light 15% vitamin C boost do cery normalnej i mieszanej w każdym wieku; LIQ CC serum rich 15% vitamin C boost do cery suchej i bardzo suchej w każdym wieku; LIQ CE serum night 15% vitamin E do każdego rodzaju cery w każdym wieku; LIQ CG serum night glikolowy peeling do każdego rodzaju cery w każdym wieku; LIQ CR serum night 0,3% retinol silk do każdego rodzaju cery w każdym wieku.

Markę LIQPHARM poznałam około miesiąca temu, otrzymałam dwa serum w ramach współpracy z czego ucieszyłam się ogromnie gdyż moje poprzednie serum dobiło dna. Poza tym - nie było ono odpowiednie dla mojej cery i zamierzałam zabrać się za testowanie czegoś nowego. Na pierwszy ogień poszło serum na noc, o którym Wam dzisiaj opowiem. Zaczynamy!
Koncentrat intensywnie korygujący na noc z 0,3 % retinolem, kwasem laktobionowym i witaminą E to produkt stworzony z myślą o pielęgnacji każdego rodzaju cery - zarówno dorosłej jak i młodej. Ja jednak uważam, że dla mnie serum to ma zbyt silne właściwości złuszczające przy stosowaniu go zgodnie z zaleceniami producenta. Moja cera, choć mieszana - jest bardzo wrażliwa na działanie niektórych kwasów. Niestety wiąże się to z tym, że mam nie mały problem z doborem kosmetyków, które w swoim składzie mają kwas laktobionowy bądź większe stężenie witamin. Producent zaleca smarować nim buźkę dwa razy w tygodniu na noc nakładając cienką warstwę na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Po miesiącu stosowania zaś należy zmienić ilość aplikacji i używać produktu co drugi wieczór. W trakcie trzymiesięcznej kuracji (taka jest zalecana) polecam na dzień używać kremu z filtrem UV, który ochroni nas przed szkodliwym promieniowaniem, które wyjątkowo negatywnie wpływa na buzię, która poddawana jest zabiegom z dodatkiem kwasów. Ja serum musiałam stosować maksymalnie raz na 10-11 dni, aplikowany częściej sprawiał że skóra była podrażniona i zaczynała się łuszczyć. Stosowany w określonym przeze mnie odstępie czasowym sprawdził się dość dobrze. Skóra na buzi stała się bardziej miękka i wygładzona, mam wrażenie, że koloryt ujednolicił się.
Produkt podarowałam mamie. Obietnice producenta spełniły się. Serum zredukowało przebarwienia i delikatnie wygładziło drobne zmarszczki. Moja mama nie boryka się z trądzikiem wieku dorosłego, ale uważam, że kwas laktobionowy poradziłby sobie z nim prawidłowo. Produkt nie uczulił mojej mamy i nie podrażnił jej cery, która z natury jest tłusta.

Serum zamknięte jest w czarnej 30 ml buteleczce z pipetką. Pompka nie przepuszcza powietrza i zgrabnie "łapie" produkt. Lejąca konsystencja, ale niezbyt rzadka dobrze rozprowadza się po skórze pozostawiając delikatną warstewkę, która nie przeszkadzała zarówno mi jak i mojej mamie ani trochę. Jest to serum na noc więc nie ma co się przejmować - do rana nie będzie po nim śladu.
Na koniec jeszcze zacytuję słowa producenta, a także przedstawię pełen skład kosmetyku.
Serum LIQ CR koryguje niedoskonałości i pomaga zredukować bruzdy, zmarszczki oraz plamy starcze. Odpowiednie stężenie czystego Retinolu (0.3%) nie tylko ogranicza i spowalnia proces starzenia się skóry ale również, poprzez intensywny wpływ na syntezę kolagenu, poprawia widocznie jej elastyczność i napięcie. Obecność kwasu laktobionowego i witaminy E zapewnia optymalne funkcjonowanie bariery naskórkowej w trakcie kuracji Retinolem.

Skład serum: (INCI): Aqua (Water), Propylene Glycol, Lactobionic Acid, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Retinol, Polysorbate 20, Methylparaben, Propylparaben
Jak widzimy - skład prezentuje się bardzo dobrze, krótki i treściwy - pozbawiony silikonów oraz substancji zapachowych. W zamian za to dostajemy kwas laktobionowy, kwas hialuronowy, witaminę E oraz retinol.

Jestem ciekawa co myślicie o tym serum - znacie, lubicie, mieliście okazję przetestować? Zapraszam do aktywności w komentarzach!

Czytaj dalej »

piątek, 13 października 2017

Lumpeksowy haul | shopping chellenge | W poszukiwaniu markowych ubrań part I

Dzisiejszy post będzie inny niż wszystkie dotychczas znajdujące się na moim blogu. Śledząc Was, Drogie koleżanki blogerki wywnioskowałam, że mało jest dziewczyn z centrum Polski. W związku w powyższym postanowiłam, zainspirowana filmikami vlogerek przygotować wpis o wybranych, łódzkich ciucholandach. Ten jednak ukaże się dopiero za kilka tygodni gdyż wciąż walczę ze swoją pracą magisterską. Dzisiaj będzie nieco teorii, wprowadzenie do mojego ciucholandowego challenge.

Moda za grosze stała się w ostatnim czasie bardzo popularna, równie popularna jak haul lumpeksowy. Dziewczyny na potęgę wrzucają relacje ze swoich wypadów do sklepów z używaną odzieżą prezentując zgrabnie swoje łupy.
Zacznę może od tego, że zdania na temat kupowania ubrań przechodzonych są podzielone – jedni wręcz z odrazą podchodzą do tematu, inni natomiast zakupy w ciucholandzie uważają za świetną zabawę i za sposób na odnalezienie własnego stylu.
W lumpeksach można spotkać naprawdę świetne perełki – markową odzież i to nie tylko z Mohito czy H&M ale także od Ralpha laurena czy DKNY. Warto więc zmienić swój sposób myślenia i wybrać się chociażby w celach eksperymentalnych na shopping do ciucholandu z przyjaciółką lub solo.

Pomysł na dzisiejszy wpis tak jak wspomniałam wcześniej powstał po obejrzeniu kilku, kilkunastu filmików o tym, jak dziewczyny wyłapują swoje zdobycze. Spodobało mi się to na tyle, że zaczęłam szukać informacji o łódzkich lumpeksach. Na jednej ze stron internetowych znalazłam wykaz dziesięciu najlepiej wyposażonych i najbardziej znanych sklepów z odzieżą używaną. Kiedy tylko uporam się obroną pracy dyplomowej ruszę w miasto w poszukiwaniu markowych ciuchów. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.

Dzisiaj napiszę Wam, jak zamierzam przygotować się do lumpeksowego haulu oraz do jakich wniosków doszłam po krótkiej wizycie w jednym z second handów znajdującym się na obrzeżach Łodzi. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to oczywiście metki – taki był w końcu cel mojej wizyty. Z łatwością znalazłam ubrania od projektantów takich jak Tommy Hilfiger, Bruno Banani i Dolce & Gabbana. Nie trudno było również o typowe Clock House, Vero Moda czy Amisu. Koniecznie muszę jednak bardziej przygotować się do mojego challenge, ponieważ uświadomiłam sobie, że nie znam większości firm projektujących ubrania. Nie słyszałam na przykład o marce Vila, Arma, Burcardi. Do nadrobienia!
Wybierając się na zakupy zrobię listę marek dokładnie studiując logo poszczególnych z nich (ściąga do portfela). W Internecie sprawdzę najnowsze trendy (fasony, kolory, dodatki) oraz stworzę swoją listę zakupową, planując budżet jaki chciałabym przeznaczyć na ciucholandowe szaleństwo (to moje nowe postanowienie, które jak do tej pory skrupulatnie realizuję).

Na koniec specjalnie dla Was - mały kolaż zdjęć przedstawiających marki ubrań, które najbardziej rzuciły mi się w oczy. Same zobaczcie - perełki!
Co do pierwszego zdjęcia - książka VINTAGE SKLEP RZECZY ZAPOMNIANYCH autorki Susan Gloss wydaje mi się idealną do tematyki dzisiejszego wpisu. Polecam bardzo gorąco.
Jeżeli Jesteś z Łodzi bądź okolic i chciałabyś razem ze mną wybrać się na takie zakupy, podjąć wyzwanie i przekonać się czy rzeczywiście warto odwiedzać sklepy w używaną odzieżą koniecznie zostaw ślad w komentarzu pod tym postem. Jestem ciekawa co myślicie o second handach i czy zauważyłyście ten szał na lumpeksowe haule. Zapraszam do aktywności w komentarzach. 



Czytaj dalej »

czwartek, 17 sierpnia 2017

Rozkoszuj się filiżanką kawy lub herbaty - CUP & YOU!


Jedni rozpoczynają z nią dzień, dla innych jest napojem, dzięki któremu funkcjonują w pracy prawidłowo, niektórzy piją ją nałogowo, inni z kolei raz na jakiś czas 'dla towarzystwa'...
Dla mnie kawa to odrobina luksusu, chwilka relaksu i zapomnienia. Uwielbiam ten napój i moment, kiedy zasiadam z filiżanką w dłoni otulona jej aromatem. Odprężam się w ten sposób po ciężkim dniu delektując się głębokim smakiem kawy. Trudno jest mi jednak znaleźć smak, który odpowiadałby mi w stu procentach, wciąż szukając swojego ulubieńca przeglądam strony on-line, a także stacjonarne sklepy oferujące kofeinowe napoje. Nie jestem zwolenniczką kaw rozpuszczalnych, zdecydowanie wybieram zmielone ziarna. Piję słodzoną, czasem dodając odrobinę słodkiej śmietanki po to, aby napój stał się bardziej delikatny, kremowy i ... kaloryczny? W zimę sięgam po przyprawy korzenne oraz różnego rodzaju syropy pogłębiające smak kawy.

Zestaw, który otrzymałam w ramach współpracy zawierał aż dziesięć saszetek kaw o różnych smakach. Degustacja ich była dla mnie niesamowitym doświadczeniem i sprawiła mi wiele przyjemności. Bardzo gorąco polecam zamówienie takiego pakietu osobom, którzy nie potrafią zdecydować się nad wyborem kawy, a także tym - którzy lubią bawić się smakiem i kawa stanowi dla nich swoistą formę deseru. Zestaw kaw to także idealny pomysł na prezent!

Saszetki, które otrzymałam, a także forma w jaki zostały one zapakowane wyglądają prześlicznie. Uwielbiam takie detale jak naklejki czy liściki dołączone do przesyłki. Świadczą one o tym, że osoba, która zajmuje się tworzeniem czy też przygotowywaniem zamówienia wkłada w to serce, nie pakując produktu ‘byle jak’, nie idąc na ilość, ale na jakość. Takie firmy wzbudzają we mnie ogromne zaufanie, bardzo często dla mnie to taka gwarancja jakości.

Nie jestem zwolenniczką mocnej kawy toteż jedna saszetka wystarcza mi na sporządzenie aż trzech ‘małych czarnych’ bądź przygotowanie dwóch kubków o pojemności 200 ml. Kawy są bardzo aromatyczne, dość grubo zmielone. Niektóre tworzą ciemny napój, inne – w zależności od rodzaju – bardziej brązowy, czekoladowy. Smaki, które otrzymałam w ramach współpracy bardzo przypadły mi do gustu, jak na razie moim faworytem została kawa kardamonowa – uwielbiam korzenne aromaty, delikatnie pikantne i pobudzające. Co prawda ten smak bardziej nadaje się na jesienno- zimowe popołudnia, ale warto wypróbować go już teraz delektując się przy tym lodami bakaliowymi z polewą czekoladową.
Na stronie Cup & You poza opisywanymi przeze mnie kawami w zestawie, znajdziecie również torebeczki o większej pojemności. Bogaty wybór smaków sprawi, że na pewno traficie w swój gust wybierając coś dla siebie, a także dla swoich bliskich. Poza kawami – producent oferuje również szeroką gamę herbat, tak więc dla tych, którzy nie przepadają za kofeiną, a także dla tych, którzy z jakiegoś powodu nie mogą jej pić - polecam herbaty Cup & You. Tak jak w przypadku kaw - na stronie zakupić można zarówno zestaw saszetek, jak również pełnowymiarowe torebki z niesamowitymi mieszankami zarówno na letnią jak i zimową degustację.
Producentów Cup & You poniosła wodza fantazji – oferują nam bowiem tak szeroką gamę smaków, że w życiu nie byłabym w stanie stworzyć sama takich kombinacji. Na każdej saszetce opisana jest instrukcja parzenia sporządzanego napoju. Przy zamówieniach powyżej 200 złotych - przesyłka gratis. Ceny poszczególnych kaw znajdziecie TUTAJ.

Jestem ciekawa czy znacie CUP&YOU, kupowaliście kiedyś w tym sklepie on-line? Zapraszam do aktywności w komentarzach, a marce dziękuję za możliwość nawiązania współpracy.



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia